10 rzeczy, które zaskoczą Cię po przylocie do Ameryki, czyli kilka słów o lokalnych osobliwościach

Właśnie minął szósty tydzień naszego pobytu w Stanach. Ależ ten czas szybko leci! Przez cały ten okres udało mi się poczynić szereg obserwacji. Na własnej skórze przekonałam się, że Ameryka jest absolutnie przecudowna, choć ma także i swoje dziwactwa. Dzisiaj będzie właśnie o nich! W telegraficznym skrócie i z lekkim przymrużeniem oka przedstawiam Wam 10 rzeczy, które z pewnością zaskoczą Was w trakcie pobytu w Stanach.

1.Tam gdzie król chadza piechotą

Najbardziej zadziwiające po przylocie do Ameryki było dla mnie istnienie pokaźnych rozmiarów szpar w tutejszych szaletach. Czasem zastanawiam się czy może nie lepiej byłoby po prostu zrezygnować z grodzenia kabin na rzecz open space’u z ustawionymi w szeregu klozetami skoro i tak wszyscy z łatwością mogą dostrzec jak załatwiam swoje potrzeby fizjologiczne… Mówiąc bardziej konkretnie: amerykańskie toalety oddzielone są od siebie oraz od pozostałej części łazienki kilkucentymetrowymi szparami. Co więcej, skąpe są również ścianki oddzielające poszczególne toalety od siebie, gdyż ich dolna krawędź sięga mniej więcej do wysokości kolan – moich kolan, a dodam, że do niskich osób nie należę. Przy odrobienie sprytu można zatem dołem czmychnąć do koleżki obok pożyczyć trochę papieru.

Teraz już trochę wyluzowałam i śmieje się z tutejszego „systemu szaletowego”, tym niemniej na początku – szczególnie jako osoba ceniąca sobie intymność – odczuwałam spory dyskomfort. Na szczęście przywykłam już do wszechobecnych szpar i przestałam na siłę zasłaniać je tym, co akurat miałam pod ręką: torebką, kurtką czy siatką z zakupami. W tym wypadku doskonale sprawdziła się życiowa zasada – jeśli nie możesz czegoś zmienić – zaakceptuj to! 

2. Zamiast rączki od prysznica – deszczownica

Uwielbiam deszczownice! Kojarzą mi się one z pocałunkami w deszczu jakich naoglądałam się w komediach romantycznych, a których – ze względu na niechęć mojego małżonka do tego typu atrakcji, nie było mi dane doświadczyć. Nie ulega wątpliwości, że deszczownice są wspaniałym wynalazkiem, tym niemniej korzystanie z prysznica przestaje być komfortowe jeśli nie ma się do dyspozycji standardowej słuchawki. W Stanach powszechne są natryski z regulowanym kątem strumienia wody, podczas gdy rączki od prysznica są całkowitą rzadkością. W czasie mojego pobytu tutaj bodajże tylko raz spotkałam się z ich łącznych zastosowaniem… Do wszystkiego można jednak przywyknąć.

showers.png

3. Cesarzowi co cesarskie

W Stanach odpowiednik naszego podatku od towarów i usług (VAT) nie jest wliczony w koszt samego produktu. Płacąc zatem za dany towar w sklepie czy w restauracji musicie się liczyć z koniecznością podwyższenia jego ceny o wartość wspomnianego podatku. Wysokość podatku zależy od hrabstwa (ang. county), czyli odpowiednika naszego powiatu. Dla przykładu w Kalifornii, w hrabstwie San Mateo, jego stawka wynosi 9%.

tax

4. Bez dowodu ani rusz!

Jeśli planujecie kupić alkohol, koniecznie weźcie z sobą dowód! W niektórych sklepach od turystów wymagany jest nawet paszport… Osiemnastkę skończyłam ładnych parę lat temu i gdy w Polsce ktoś prosi mnie o okazanie dokumentu tożsamości  jestem cała w skowronkach, że wyglądam tak młodo! Tymczasem tutaj weryfikacja wieku przed zakupem alkoholu jest absolutnym standardem.

5. Napiwki nie tylko w restauracjach

Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że tipy w Stanach urosły już do rangi elementu tutejszej kultury. Niepozostawienie napiwku w restauracji stanowi spore foux pas, albowiem kelnerzy w przeważającej mierze są wynagradzani właśnie poprzez tipy, więc nie dając go, zwyczajnie pozbawiacie kogoś części jego zarobku. Co ciekawe, tipowanie jest tutaj powszechne nie tylko w restauracjach, ale również w barach z samoobsługą oraz w szeroko pojętych usługach takich jak fryzjer, kosmetyczka czy lekcja surfingu. Dowiedziałam się o tym umawiając się na pedicure, kiedy telefonując zapytałam czy mogę płacić kartą, na co usłyszałam: „Definitely, but tips in cash only”. To popchnęło mnie do zrobienia researchu w tej materii i wniosek jest prosty: napiwki są tutaj bezwzględnie konieczne i to nie tylko w branży gastronomicznej, ale i usługowej. Stawki napiwków w Stanach są nieco wyższe w konfrontacji z Polską, gdyż wahają się między 15 a 20%. Nie chcąc zatem narazić się na śmieszność, wyciągnijcie parę dolarów więcej z portfela.

6.Woda siły doda

Jeśli jesteśmy w temacie około-restauracyjnym, powinniście wiedzieć, że w Kalifornii woda kranowa jest pitna i przychodząc do restauracji kelner podaje ją wam do stolika, gdy tylko was usadzi. W restauracjach samoobsługowych znajdziecie wielkie baniaki z wodą, którą śmiało możecie się częstować. Podawanie wody to coś, co bardzo lubię w Stanach. Woda jest towarem pierwszej potrzeby i dawanie jej odbieram jako wyraz gościnności. Dla przykładu w Krakowie woda kranowa również jest pitna, jednak jakoś nikt nie podaje jej w restauracjach…

7. Drive thru nie tylko po jedzenie

To chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać!  W tej materii mam ambiwalentne odczucia, bo sama nie wiem czy to lenistwo czy wygoda ze strony Amerykanów. Możecie spotkać się tutaj nie tylko z fast – foodami drive thru ale również aptekami, bankomatami, kawiarniami, sklepami monopolowymi czy nawet drop off boxami, czyli punktami do zostawiania paczek do wysyłki. Czego oni jeszcze nie wymyślą w tej Ameryce?

cvs

8. Kult bekonu

Nie bójmy się tego powiedzieć, ale bekon jest ważnym elementem tutejszej diety, a może nawet i kultury. Może jest go nieco mniej w Kalifornii, która wydaje się być bardziej fit od reszty świata, tym niemniej nie brakuje tutaj koneserów bekonu … oblanego czekoladą. Jakoś nie miałam odwagi skosztować tego rarytasu, ale za to uwielbiam bloody mary z wsadzonymi do środka kawałkami bekonu! To idealny drink na syndrom dnia poprzedniego ze względu na dużą zawartość potasu, a także na podtrzymanie stanu upojenia, ze względu na obecność alkoholu. Musicie tego spróbować!

9. Najpierw płacisz, potem tankujesz

Jeśli jesteś przyzwyczajony do europejskiego „tankuję i płacę” to Stanach będziesz musiał zmienić swoje nawyki. Tutaj trzeba zapłacić przed zatankowaniem! Można to uczynić wsadzając kartę do samego dystrybutora i jako metodę autoryzacji płatności wpisując… swój amerykański kod pocztowy (zip code). Jak się pewnie domyślacie system ten zadziała jedynie dla kart wydanych w Ameryce.

Opcją alternatywną, z której korzystają wszyscy „Nie – amerykanie” jest zapłacenie z góry przy kasie na stacji. Trzeba jednak z góry podać kwotę, za która chcemy zatankować (!). Następnie możemy wrócić do dystrybutora i nalać paliwo. Jeśli zatankowaliśmy za kwotę mniejszą niż uprzednio opłacona, musimy udać się z powrotem do kasy żeby dostać zwrot w gotówce. Trochę lepiej mają ci, którzy płacili kartą, bo po zakończeniu tankowania zostanie ona automatycznie obciążona na odpowiednio mniejszą kwotę i nie trzeba już wracać do kasy.

10. Ludzie

I nareszcie – last but not least – coś co potrafi skutecznie umilić mi dzień, czyli życzliwi i uśmiechający się ludzie. Za to właśnie uwielbiam Amerykę! Kupując kawę, płacąc za paliwo czy za zakupy w sklepie, ciągle słyszysz: „Hi, how are you”, „How you doing”. Oczywiście można twierdzić, że to tylko kurtuazja i tak naprawdę obcych ludzi mało co obchodzi moje życie, tym niemniej siła uśmiechu jest porażająca. Nie da się nie odpowiedzieć tym samym! Miejsca tworzą ludzie, a ci tutaj z pewnością emanują pozytywną energią:)

21 myśli w temacie “10 rzeczy, które zaskoczą Cię po przylocie do Ameryki, czyli kilka słów o lokalnych osobliwościach

  1. „Dla przykładu w Krakowie woda kranowa również jest pitna, jednak jakoś nikt nie podaje jej w restauracjach…”

    Ba! W Polsce dokładnie w każdym mieszkaniu zimna woda jest zdatna do picia bez przegotowania – musi być – ale jakoś nadal wielu w to nie wierzy i przepłaca za dokładnie taką samą wodę w butelkach.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. W Warszawie kranówka również zdatna do picia, i są jeszcze ujścia wody oligoceńskiej, a jednak butelkowa wciąż ma powodzenie. Może dlatego, że napisane, że mineralizowana?
      Co do wszędzie uśmiechających się Amerykanów to bym nie przesadzała, nie wszyscy sprzedawcy szczerzą się do klienta. A w Polsce coraz częściej słyszy się „miłego dnia”.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Ha! Być może!

        Pewnie masz rację, że nie wszyscy się „szczerzą”, ale i tak wydaje mi się, że jest ich zdecydowanie więcej niż u nas;)

        Polubienie

      2. Generalnie, jak to powiedział mi jeden Amerykanin, to oni są nauczeni aby być miłym, nie wszyscy oczywiście są. To jest raczej taka wyuczona maniera niż prawdziwa życzliwość, w końcu kraj ma ponad 300 mln ludzi i jakoś sie muszą dogadać a więcej osiagniesz jak jesteś miły.

        Polubione przez 1 osoba

      1. Dzięki! Ja też pochodzę z Jury Krakowsko-Częstochowskiej, a konkretniej z Zawiercia, gdzie mieszkają moi rodzice i dziadkowie! Miło, że ktoś z moich rodzinnych stron tutaj zagląda!:)

        Polubienie

    2. Nie dokońca taką samą, ponieważ w Polsce większość stacji uzdatniania wody stosuje jej chlorowanie, co często bardzo negatywnie wpływa na smak nieprzegotowanej wody. Do tego należy rozróżnić wodę źródlaną od mineralnej, a także zauważyć że wiele osób lubi gazowaną. Na koniec w kranach jeśli nie jest zachowana higiena mogą znajdować się bakterie legionelli. Co nie zmienia faktu, że butelkowana woda to z punktu widzenia ekonomii i ekologii czyste barbarzyństwo.

      Polubienie

      1. Dzięki za cenny komentarz! W Stanach też woda jest w większości chlorowana, jednak widać tu dużo mniejszy opór przed piciem wody z kranu. Ot, nawyk i przyzywczajenie.

        Polubienie

      2. Nie wiem skąd jesteś ale w Kraku woda jest ozonowana i chlorowana dzięki czemu chloru jest dużo mniej niż za PRLu. Z tego co czaję tak się teraz uzdatnia wodę ale pewnie jeszcze nie wszędzie.

        Pozdrawiam:)

        Polubienie

    3. Kranu na wycieczkę w plener ze sobą nie wezmę. W domu piję kranówę, ale w pracy nawet w biurze zdecydowanie łatwiej mieć przy sobie tę butelkowaną! O pracy na budowie już nie wspomnę.

      Polubienie

    1. To prawda, a przynajmniej po części. Jak przyjechałem pierwszy raz do Stanów cztery lata temu, to praktycznie każda płatność była autoryzowana podpisem.

      Teraz, po wprowadzeniu obowiązku kart chipowych, bardzo często transakcje są autoryzowane PINem. Mówię tu oczywiście o sytuacji gdy płacimy bezpośrednio z użyciem terminala – w restauracjach, dla przykładu, gdzie nasza karta karta jest „zabierana” celem preautoryzacji, wciąż musimy podpisywać ostateczny rachunek.

      Polubienie

  2. 4. W niektorych stanach jesli wygladasz na powyzej 35 sprzedawca niemusi sprawdzac dokumentow.
    6. Zazwyczaj ta woda jest z kostkami lodu bez wzgledu na pogode na zewnatrz.
    9. Czesc stacji jest pre-paid czyli placisz i tankujesz ile zaplacisz. Duzo tez dziala ze autoryzujesz tranzakcje przed tankowaniem i po zakonczonym tankowaniu sciagana jest kwota tankowania.
    10. Nie wszedzie, np w New Jersey sporo ludzi troche buracko i bez grzecznosciowki.

    Polubienie

    1. Bardziej chodziło o podkreślenie pewnej różnicy między USA, a Polską.

      W Polsce wysokość napiwku zależy od jakości obsługi – mimo, że zwykle jest to 5-10%, to jednak jeśli nie damy napiwku, to na pewno nie będzie to szokujące dla nikogo (nie mówię nawet o przypadku gdzie faktycznie byliśmy niezadowoleni ;).

      Tutaj w Stanach, napiwek to 15-20% i jest on raczej „standardem”, a nie nagrodą za świetną obsługę. Żeby bardziej podkreślić istotność napiwku w tutejszej kulturze – jeśli zdecydujemy się dać 0% napiwku to nie zdziwmy się jeśli podejdzie do nas zmartwiony manager i zapyta co takiego się stało i dlaczego jesteśmy niezadowoleni ;).

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s