„O nocy spędzonej pośród sekwoi” czyli Sequoia National Park na weekend

Sequoia National Park to absolutnie wyjątkowe miejsce. Nigdy wcześniej nie miałam okazji skonfrontować się z potęgą natury w takim wymiarze jak miało to miejsce właśnie tam. Rozmiary sekwoi powalają – niektóre spośród mich mierzą przeszło 80 metrów. Spacerując po parku można na własnej skórze doświadczyć natury w jej czystej postaci – uważam, że jest to naprawdę świetne miejsce na weekendową wycieczkę i okazja do ucieczki od „zgiełku dużego miasta”. Ale po kolei.

Jak zaplanować trip?

Po pierwsze trzeba jasno zdefiniować swoje oczekiwania. 

Park Narodowy z łatwością można zwiedzić w 3-4 godziny, udając się wyłącznie do najbardziej charakterystycznych miejsc. Po parku przemieszcza się głównie samochodem, jednakże z uwagi na znaczną odległość parkingów od głównych atrakcji turystycznych, dość powszechnym środkiem transportu stały się tutaj także darmowe shuttle busy, które kursują między najciekawszymi punktami a parkingami. W sezonie wakacyjnym, a zwłaszcza w weekendy trzeba liczyć się ze wzmożonym ruchem: parkingi są przepełnione, a do shuttle busów, kursujących mniej więcej co 12-15 minut ustawiają się długie kolejki turystów. Powyższe niedogodności nie niweczą jednak sensowności odwiedzenia parku.

Na stronie internetowej Sequoia Nional Park można znaleźć gotowe propozycje tripów w zależności od ilości dni jakie chce się tam spędzić. Przydatny jest również tripadvisor, który wskazuje topowe miejsca do odwiedzenia.

Naszym celem nie było jednak standardowe „zaliczenie” najbardziej charakterystycznych miejsc – chcieliśmy trochę tam pobyć,  poobcować z naturą i zatrzymać się na chwilę. W naszej głowie zakiełkował pomysł spędzenia nocy w parku. Początkowo chcieliśmy zarezerwować nocleg w jednym z obiektów na terenie parku, chociażby takich jak Wuksachi Lodge, jednakże z uwagi na niedostępność w wybranym przez nas terminie, zaczęliśmy rozważać nocleg na campingu. National Sequoia Park oferuje szereg campsite’ów, o których możecie dowiedzieć się więcej tutaj. Zważywszy na szczyt sezonu, nie mieliśmy w czym wybierać, więc zarezerwowaliśmy jedno z ostatnich wolnych miejsc campingowych w Dorst Creek Campground, oddalonym 13 mil od Giant Forest, które jest centralnym punktem parku.

Kilka słów o samym campingu

Dorst Creek Campground jest skomunikowany z głównymi atrakcjami turystycznymi parku za pomocą darmowych shuttle busów. Znajduje się pomiędzy Giant Forest a Grant Grove Village, co czyni je idealną bazą wypadową zarówno do Sequoia National Park jak i King’s Canyon National Park. Koszt noclegu na campie wynosi 22$ za dobę, a na wynajętej przestrzeni może łącznie nocować do sześciu osób. Dla porównania nocleg w Wuksachi Lodge na terenie parku zaczyna się od 220 $ za pokój typu standard.

Zarówno Dorst Creek Campground jak i inne campsite’y na terenie parku żadną miarą nie odpowiadają naszym wyobrażeniom o campingu. Ich powierzchnia jest znacznie większa aniżeli typowe pola namiotowe w Polsce. Campsite’y nie są ogrodzone. Na każdym z miejsc przeznaczonych do wynajmu (oznaczonych tabliczką z numerem) znajduje się palenisko, drewniany stół wraz z ławą oraz box do przechowywania żywności.

IMG_20180811_132559-1

W parku narodowym obowiązuje bezwzględny nakaz przechowywania żywności oraz produktów, które mogą swoim zapachem mogą przypominać jedzenie (pasta do zębów, kosmetyki, alkohol) w specjalnych boxach celem uniknięcia konfrontacji z niedźwiedziem. Zwierzęta te, mając wyczulony węch, mogą podjąć próbę zdobycia niezabezpieczonego pożywienia i wówczas stają się na tyle agresywne, że może pojawić się konieczność ich uśmiercenia. Dlatego też bardzo istotne jest stosowanie się do wskazanego nakazu, za którego złamanie grożą wysokie grzywny.

Minusem campingu, na którym się zatrzymaliśmy z całą pewnością była dość spora odległość dzialąca nas od toalet – mniej więcej 200m. Dodatkowo w Dorst Creek Campground  nie było pyszniców, więc aby się wykąpać musieliśmy udać się samochodem do oddalonego o niespełna 10 mil Lodgepole. Warunki zastane w publicznych łazienkach delikatnie mówiąc nie były zbyt komfortowe, ale w tym zakresie nie mieliśmy wielkich oczekiwań, stąd też nie byliśmy przesadnie rozczarowani. Najbardziej doskwierająca była natomiast ilość przyszniców – na dwa campy, które dysponują przeszło 430 miejscami do wynajmu, na których może nocować do 6 osób, przeznaczono 10 pryszniców – 5 damskich i 5 męskich, z czego tylko 3 damskie działały…. Strażnik z naszego campu uprzedził nas, że po 18.00 w publicznej toalecie ustawiają się dzikie tłumy w kolejce do prysznica, dlatego też dzięki jego radom byliśmy tam nieco wcześniej i czas oczekiwania w moim przypadku wynosił „tylko” 20 minut :). Publiczne łazienki nie funkcjonują całą dobę – są zamykane o 21.00, a zatem mój początkowy genialny plan kąpieli w nocy, gdy przeważająca większość turystów już śpi, spełzł na niczym. Jestem daleka od narzekań, jak już wspominałam nie miałam jakichś wielkich oczekiwań co do infrastruktury campu, tym niemniej są pewne aspekty, które mogłyby być znacznie lepiej rozwiązane.

Wszystkie drobne niedogodności skutecznie zrekompensował nam widok gwieździstego nieba i absolutnie totalna cisza, do której – jak sobie uświadomiłam – zupełnie nie jestem przyzwyczajona, i która – o dziwo – napawała mnie lekkim przerażeniem. W codziennym życiu nieustannie towarzyszą nam dźwięki, których istnienia nawet sobie nie uświadamiamy, chociażby tak błahe jak jadący tramwaj, winda, czy klimatyzacja, dlatego doświadczanie absolutnej ciszy jest paradoksalnie w jakimś sensie wyjątkowe.

Nasz trip

Od Parku Sekwoi z Foster City, w którym mieszkamy dzieli nas 255 mil, co daje jakieś 5 godzin jazdy w godzinach popołudniowych. Postanowiliśmy zatem podzielić tę drogę na dwie części.  W piatek dojechaliśmy do miejscowości Vesalia, oddalonej o 35 mil od parku – tam też zatrzymaliśmy się na nocleg. Kolejnego dnia, niedługo po śniadaniu, dotarliśmy do granic parku.

Dzień 1

Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy od zwiedzania jaskini Crystal Cave. Zasadniczo była to jedyna atrakcja, która została przez nas dokładnie zaplanowana, a to z uwagi na konieczność wcześniejszego zakupienia biletów online. W pozostałym zakresie pozwoliliśmy sobie na dużą dozę spontaniczności z uwzględnieniem miejsc, które podczas robienia researchu szczególnie przykuły naszą uwagę.

Koszt wstępu do jaskini wynosi 16$ od osoby, a bilety można kupić za pośrednictwem strony internetowej. Bilety kupuje się na określoną datę i godzinę, a wejścia odbywają się co 30 minut, począwszy od 10.00 rano, a skończywszy na 17.30. Nie ma konieczności fizycznego posiadania przy sobie wydrukowanych biletów – wystarczy potwierdzenie otrzymane na maila, na podstawie którego dostaje się papierowy bilet uprawniający do wejścia do jaskini. Co istotne – w całym parku narodowym praktycznie nie ma zasięgu sieci komórkowej (a więc i dostępu do internetu), więc konieczne jest posiadanie potwierdzenia w trybie offline.

Wycieczka po jaskini obejmuje około 50 min wędrówkę z przewodnikiem w kilkunastoosobowej grupie osób. Od razu zaznaczę, że nie jestem fanką takich grupowych przedsięwzięć i zdecydowanie bardziej wolę zwiedzanie na własną rękę, jednakże w tym przypadku nie ma możliwości eksplorowania jaskini w pojedynkę, co zresztą wydaje się mieć swoje uzasadnienie w dbałości o życie i zdrowie turystów. Wnętrza jaskini są imponujące. Na własne oczy można dostrzec jakie wspaniałości woda potrafi uczynić ze skałą – ze stropu jaskini zwisają pokaźnych rozmiarów stalaktyty, które układają się w charakterystyczne wzory. Tutaj też otwiera się pole do popisu dla naszej wyobraźni – każdy w tych zwisających elementach skalnych może zobaczyć coś innego :). Temperatura w jaskini w sierpniu sięga 10 stopni Celsjusza, dlatego koniecznie należy wyposażyć się w coś ciepłego. W środku jest nie tylko chłodno, ale też wilgotno, co jeszcze bardziej potęguje uczucie zimna. Mimo to myślę, że warto odwiedzić to magiczne miejsce. Droga do jaskini prowadzi wąską ścieżką w dół, gdzie można podziwiać wspaniałe widoki, w tym maleńki wodospad, natomiast wracając do góry z łatwością można wzmocnić swoje mięśnie pośladów. Gorąco polecam!

IMG_4990

Kolejny punkt naszej wycieczki był zdecydowanie bardzie spontaniczny. Po zwiedzeniu jaskini, udaliśmy się na camping, aby rozbić namiot i zostawić jedzenie w boxie, po czym ruszyliśmy w kierunku Giant Forest. Z uwagi na sporą ilość turystów znalezienie miejsca parkingowego było nie lada wyzwaniem, ale z odrobiną cierpliwości ostatecznie się udało. Zaparkowaliśmy na Summer parking for Sherman Tree trail i stamtąd udaliśmy się do największej atrakcji turystycznej parku czyli General Sherman Tree. Nie da się ukryć, że widok tak potężnego drzewa robi imponujące wrażenie, jednakże ilość turystów, gwar, tłok i widok zdjęć robionych w każdej możliwej pozycji z drzewem zabijają trochę cały mistycyzm tego miejsca. Aby móc go w pełni doświadczyć odeszliśmy od najbardziej obleganych szlaków turystycznych i zrobiliśmy sobie spacer przez Congress Trail. Już po mniej więcej 15 minutach wędrówki natężenie mijanych osób drastycznie spadło, więc mogliśmy nacieszyć się naturą w jej pełnej okazałości. To chyba najlepsze doświadczenie z całego pobytu w parku.

Dzień 2

Drugi dzień zaczął się dla nas dość późno, pewnie dlatego, że wyjątkowo dobrze spało nam się na campie. Kolejnym miejscem, które absolutnie chcieliśmy zobaczyć było Moro Rock, czyli potężna skała o wysokości 2050 m, z której rozpościera się cudowny widok na cały park. Na Moro Rock można dostać się w dwojaki sposób – albo pieszo szlakiem Moro Rock Trail lub za pomocą shuttle busa, który odjeżdża spod Giant Forest Museum. Oczywiście wybraliśmy tę pierwsza formę, a droga zajęła nam 45 min spacerem pośród drzew. Na szczyt samej skały prowadzą schody, którymi idzie się mniej więcej 10 minut. Widoki są fenomenalne i moje słowa są tutaj zupełnie zbędne – wystarczy spojrzeć na zdjęcia.

Nasz plan nie był szczególnie napięty, ale z pewnością został uszyty przez nas na wymiar. Nie zależało nam na przejściu każdym szlakiem w parku i zobaczeniu wszystkiego co tylko się da. Chcieliśmy uciec od zgiełku i poobcować z naturą, co z pewnością nam się udało.

W ramach zakończenia, rzucę jeszcze kilka wskazówek praktycznych, które mogą być przydatne dla osób planujących wybrać się w to magiczne miejsce.

Oto one:

  • Wjazd do Sequioa National Park to koszt 35 $ od pojazdu lub 20 $ od osoby. Zważywszy, że planujemy odwiedzić kilka parków narodowych podczas naszego pobytu w Stanach kupiliśmy kartę America the Beautiful, która za 80 $ uprawnia nas do rocznego wstępu do większości parków narodowych na terytorium kraju. Inwestycja ma zatem sens przy wizycie w co najmniej trzech parkach narodowych. Kartę można zakupić stacjonarnie w sklepach partnerskich lub online.
  • Planując dłuższą wędrówkę po parku polecam zakupienie przenośnej lodówki na jedzenie. Jak już wspominałam wyżej – istnieje bezwzględny wymóg przechowywania pożywienia w boxach przeciwko niedźwiedziom. Jedzenie pozostawione w metalowym boxie na kilka godzin w upalnym słońcu z pewnością nie będzie nadawało się do spożycia,
  • Dokonujcie rezerwacji z wyprzedzeniem, szczególnie jeśli odwiedzacie park w sezonie wakacyjnym,
  • W parku narodowym znajdują się stacje benzynowe, jednakże ceny paliwa są o około 15-20% droższe w porównaniu ze stacjami poza parkiem. Informacje o stacjach benzynowych znajdziecie tutaj.

 

One Comment on “„O nocy spędzonej pośród sekwoi” czyli Sequoia National Park na weekend

  1. Pingback: Yosemite National Park – VLOG #2 oraz przydatne wskazówki | Live the dream

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: